|
| Media | |||
|---|---|---|---|
|
| Kanał RSS |
|---|
|
|
| Spotkanie wtorkowe 20100713 AAR |
|
|
|
Przebywanie na poligonie objęte jest pewnymi zasadami, dlatego już na wstępnie zebrana została składka, a dodatkowo trzeba było podpisać oświadczenia zwalniające właściciela terenu z odpowiedzialności za ewentualne urazy. Dokument musieli podpisać oczywiście również reporterzy, co zrodziło pierwsze pytania dotyczące bezpieczeństwa naszego hobby.
Po dokonaniu formalności zaczęliśmy się przygotować się do ćwiczeń, a Kasia (reporter radiowy) zaczęła zadawać pierwsze pytania. Trzeba przyznać, że wiedza Kasi na temat airsoftu nie była duża, ale pytania zadawała wnikliwe i pomysłowe: dotyczące samego sportu, replik, a także wojska i zainteresowań militariami.
Po rozgrzewce przeszliśmy do strzelania nazywanego "Nekromanta". Zostaliśmy podzieleni na zespoły 2 lub 3-osobowe weszliśmy na teren gry z różnych stron i rozpoczęła się eliminacja innych zespołów. Tu warto wtrącić kilka słów o zasadach Nekromanty, bo jest to scenariusz prosty i miły w przebiegu, ale dość nietypowy. Otóż cechą charakterystyczną "Nekromanty" jest to, że po trafieniu ranny pozostaje na miejscu i oczywiście oznacza się czerwoną chustą, ale może zostać przywrócony do gry przez dowolną osobę (przeciwnika lub towarzysza). Po takim "ożywieniu" i dołącza do osoby, która go dotknęła. System działa identycznie po ponownym trafieniu - "żyć" jest nieograniczona ilość, ale za każdym razem zawsze podąża za ożywiającym go "nekromantą"... tym, który go dotknął, ale niekoniecznie tym, który go zastrzelił. Jak łatwo zauważyć, sytuacja na "polu bitwy" ciągle się zmienia. Czasem wprowadza to duży element niepewności, bo jeśli tylko stracimy członka oddziału z oczu nigdy nie możemy być pewni czy nie został w międzyczasie trafiony i czy w obecnej chwili nie jest już "zombie" działającym na rozkazy drużyny przeciwnej. Mówiąc w skrócie: czasami warto najpierw strzelić, a potem spytać po której jest stronie - przecież zawsze można jednym dotknięciem dłoni go ożywić ;)
Gra w "Nekromantę" toczyła się dość długo, więc w końcu ogłoszony został koniec i wszyscy zebraliśmy się na szczycie jednego ze wzgórz poligonu. Tu Kasia znowu przystąpiła do szturmu z mikrofonem, ale po chwili wszyscy ucichli i głos zabrał Ender. Tematem zajęć były podstawowe zasady zachowania w terenie leśnym w warunkach nocnych. Przede wszystkim Ender przedstawił zasady: Kształtu, Cienia, Odblasku, Dźwięku, Ruchu i Sylwetki, które w języku polskim może trudne do zapamiętania, po angielsku tworzą zestaw słów zaczynających się na S (Shape, Shadow, Shine, Sound, Sudden Movement, Silhouette). Omówiliśmy je wszystkie ze szczególnym uwzględnieniem "sound" i związanego z nim bezszelestnego poruszania. Jak słusznie zauważył Ender, słuch jest jednym z najczulszych zmysłów i najlepiej działającym w warunkach całkowitej ciemności. Dlatego dużo czasu poświęciliśmy omówieniu sposobu poruszania się, uwzględniając przy tym postawę, obserwowanie terenu, sposób stawiania stopy i porównanie do zachowania zwierząt.
Ale teoria teorią, a jednak w praktyce bywa różnie i nawet kiedy się bardzo staramy, może nam się przydarzyć nieoczekiwany trzask pękającej pod butem gałązki. Dlatego ważnym tematem było tez zachowanie w chwili, kiedy mimo wszelkich starań wywołamy dźwięk.
Ćwiczenie było niesamowite. Niby proste, ale dające wiele emocji i niezapomnianych wrażeń. Dookoła ciemność, ledwo zauważalne kształty, odgłosy lasu, szum drzew i pojawiające się smugi latarki. Czasami udawało się zrobić kilka kroków, czasami trzeba było kilka minut przesiedzieć nisko przy ziemi, pamiętając również o tym, aby nie zgubić naszego towarzysza. Strażnicy poruszali się wolno, czasami świecili latarkami, czasami przemieszczali się bez światła. Kiedy smugi latarek się zbliżały, serca łomotały a rozsądek kazał się zatrzymać. Niełatwo jest jednak usiedzieć w ciszy i bezruchu, tłumacząc sobie że nawet kiedy jesteśmy oświetleni, niekoniecznie nas widać. A zdarzało się że strażnik przechodził nawet 2-3 metry od nas.
Zajęcia nocne zakończyliśmy po tym ćwiczeniu i pojechaliśmy do domów: dotlenieni przed snem i pozytywnie nastawieni. Po takich wieczornych ćwiczeniach wstawanie rankiem następnego dnia było wyjątkowo przyjemne :) |
|||
| następny artykuł » |
|---|