Recenzja książki „Mamy dusze muszkieterów” Zbigniewa Turczyńskiego

Wydawnictwo War Book kojarzyło mi się dotychczas z pozycjami stricte wojennymi lub sensacyjnymi. Jak to mówią Rosjanie – z „bojewikami” naładowanymi akcją, gdzie życie bohaterów co chwila jest zagrożone. „Mamy dusze muszkieterów” to książka odmienna. Autor maluje nam szeroki pejzaż żołnierskiego życia, w którym konflikt zbrojny jest tylko jednym z elementów. Przywodzi to na myśl styl arcydzieł klasyki literatury i kina, jak „Full metal jacket”, czy „Cienka czerwona linia”.

obrazek_mamy_dusze_2

Opowieść o wojnie w Czadzie pojawiła się po raz pierwszy w 2002 roku, pod tytułem „Afrykańskie wędrówki z Legią Cudzoziemską”. War Book wydał je ponownie, zaopatrując w świetne zdjęcia, ze zbiorów samego Autora. A Zbigniew Truszczyński znanym pisarzem nie jest.  Zapewne to tylko pseudonim Polaka, który służył w Legii i opisał swoje wspomnienia, stylizując je na dziennikarski dokument. Tym bardziej należy mu się zatem szacunek – bez doświadczenia literackiego nie każdy potrafi tak zręcznie operować językiem, rysować portrety bohaterów, oddać atmosferę wojskowego obozu. Ale po kolei.

Historia podzielona jest na trzy zasadnicze etapy. Codzienna służba w jednostce Legii we Francji i conocne rozrywki. Wyjazd na misję stabilizacyjną do Afryki, próba zadomowienia się na półrocznej zmianie. Oraz nagła mobilizacja i przeniesienie do ogarniętego wojną domową Czadu. Zmechanizowany pluton Nowaka – gdyż takie pospolite nazwisko dostało alter ego Autora – pełen jest indywiduów, wesołków i silnych charakterów. U każdego z żołnierzy niemal widzimy mimikę twarzy, słyszymy jego śmiech i sprośne żarciki. Tak świetne są opisy postaci. Do tego dochodzą przezabawne anegdoty – od kłótni o makaron, która skończyła się zbrojną okupacją latryny i atakiem moździerzowym na feralny kibel – aż po próby dokonania niemożliwego. Czyli zdobycie Johnny Walkera podczas islamskiego ramadanu i budowa burdelu pośrodku muzułmańskiej osady u wrót Sahary.

obrazek_mamy_dusze_3

Autor pokazuje nam rzeczywiste blaski i cienie życia w Legii. Żołnierski trud i żołnierskie szczęście. Do tego umiejętnie wplata poważniejsze rozważania polityczno-historyczne, chociażby na temat przyczyn wojen domowych w Afryce, postkolonialnej polityki Francji i konfliktu bloku sowieckiego z Zachodem. Mamy też obraz czadyjskiej codzienności, walki o przetrwanie w świecie biedy, głodu i wojny. Są też oczywiście refleksje dotyczące przyczyn takiego stanu rzeczy. Wypowiadane nie przez nudnego narratora, ale – a jakże – przez legionistów i najemników, zjednoczonych nad skrzynką piwa lub butelką whisky. Sama idea międzynarodowej Legii też doczekała się analizy – a opisy jednoznacznie pokazują, że silna tradycja, dyscyplina, sprawiedliwe fizyczne kary – ale i dbanie o męskie potrzeby – potrafią utrzymać w ryzach nawet silnych byków z tradycyjnie nienawidzących się nacji. Autor przemycił nawet kilka szczegółów dotyczących rekrutacji do elitarnej francuskiej formacji, można więc odpowiedzieć sobie na takie pytania, jak kwestia ochrony tożsamości, czy unikania ewentualnych konsekwencji służby w obcej armii po powrocie do ojczyzny.

Czy zatem książka Truszczyńskiego ma wady? Są, a jakże. Największa jest jednak winą Wydawcy: zdarzają się literówki i zjedzone spacje, wynikające ewidentnie z niedokładnej korekty. Choć i samemu Autorowi stylistycznie powinęła się noga i kilka razy mamy nagłe przejście z „reporterskiej”, trzecioosobowej narracji, w opowieść lub wyrażanie opinii w pierwszej osobie. Jakby pisarz na chwilę zapominał, że miał udawać iż to nie on jest Nowakiem…  Przed kupnem „Muszkieterów” należy też zastanowić się, czego oczekujemy. Gdyż samej walki i akcji jest tam, jak wspominałem, naprawdę niewiele. To trochę jak w „Jarheadzie”: wojna gdzieś tam się toczy, ale bohater zazwyczaj dostrzega tylko jej skutki.

obrazek_mamy_dusze_4

Na koniec kilka słów o samym wydaniu. Pozycja jest po prostu ładna. Mamy mapki i to kolorowe! Do tego bogate ilustracje zdjęciowe, część również w kolorze. Niektóre wprost ilustrują anegdoty i wydarzenia z kart książki. „Mamy dusze muszkieterów” polecam więc każdemu, kto ciekaw jest legendarnej Legii Cudzoziemskiej i chciałby podglądnąć ją niejako od podszewki. Poznać ludzi, jacy czują się w niej najlepiej. Zrozumieć, co ciągnie mężczyzn do tej formacji. Poczuć, jaka atmosfera panuje w obozie na afrykańskiej sawannie.  I pojąć, jak zwariowani ludzie z całego świata mogą łączyć się pod wspólnym proporcem – na dodatek śpiewając jednym głosem niemieckie piosenki z lat II wojny światowej!

J