Szkolenie taktycznie FIA 20090124 AAR

Zajęcia składały się z ponad godzinnego szkolenia praktycznego z indywidualnych zachowań oraz 3 scenariuszy treningowych w których nacisk położono na linię dowodzenia, kompetencje poszczególnych osób funkcyjnych, stawianie zadań pododdziałom.

 

Szkolenie z idywidualnych zachowań

Osoby które do tej pory nie pełniły funkcji dowódczych mogły sprawdzić się w działaniu. Oto relacje kilku z nich.

Ender (III scenariusz)

Jako dowódca dwu osobowej sekcji Bravo2 otrzymałem rozkaz szybkiego marszu w kierunku schronu p-lot oznaczonego kryptonimem Echo, zajęcia obiektu i przygotowania jego obrony. W wypadku poniesienia 50% strat mieliśmy się wycofać (znaczy ten drugi co przeżył)

Po dotarciu na miejsce mieliśmy dylemat – ni jak 2 osobowym wojem nie dało rady się tak ustawić żeby widzieć 270 stopni – tak oszacowaliśmy strefę zagrożenia (zakładając że 90 stopni z kierunku z jakiego nadeszliśmy jest bezpieczne). W trakcie opracowywania planu obrony dotarł do nas Mario (łącznik?) a później dowódca drużyny Bravo (Albin). Maria skierowaliśmy na nasze tyły (budynek) a w trzy osoby postanowiliśmy się bronić.

Zaimprowizowaliśmy zatem umocnienia z najbardziej oczekiwanego kierunku natarcia (obrona Ender), rozwinęliśmy sznurek komunikacyjny pomiędzy moją pozycją a pozycją Maka i oczekiwaliśmy na przeciwnika. Dowódca zapoznał się z polami widzenia z naszych punktów i wyszło że mieliśmy pokrycie wzrokiem wszystkich kierunków.

Dalsza część jest z mojego punktu widzenia – czyli punkt umocniony od strony wschodniej schronu (za blaszaną ścianką). Siedząc tam nie widziałem nic z przygotowań dowódcy naszej drużyny ani nie znałem stanu liczebnego obrońców więc nie opisze co się tam działo.

Długo nie czekaliśmy – w ciągu 20 min zauważyłem czujkę nadchodzącą od strony południowej – kamuflaż olive oraz jasna opaska. Zgodnie z przewidywaniami czujka doszła za wały i tam straciłem ją z oczu. Poprzez sznurek komunikacyjny przekazałem informację o przeciwniku – przyszedł Maku i przekazałem info o 100% pewności napotkania czujki wroga. Niestety nie zauważyłem reszty sił z tego kierunku. Dalsze obserwacje prowadziłem przez peryskop bojowy – co zawęża pole obserwacji ale pozawala pozostać nie wykrytym. Po ok 5-10 min nie widzenia żadnych ruchów wystawiłem głowę (trzeba było zajrzeć w martwe pole widzenia peryskopu – i wtedy zobaczyłem głowę w czarnej czapce obserwująca mnie zza drugiego wału (licząc od naszej strony). Jestem przekonany że sam też zostałem zauważony ale po sobie nic nie dałem poznać i udawałem ze obserwuję inny kierunek. Ponownie dałem sygnał o przeciwniku (przyszedł Mak) i opisałem mu sytuację aby przekazał dowódcy drużyny.

Później obserwacje prowadziłem już tylko przez peryskop – najpierw pojawiła się głowa za bliższym wałem , potem obok niej druga. Widziałem nawet jak wskazywali sobie coś palcami. W tym momencie miałem już pewność że atak nastąpi u nas (wcześniej ponieważ widziałem tylko 1 osobę to mogły by to być czynności pozoracyjne). I taką informację przekazałem do dowódcy drużyny – nie pamiętam czy osobiście czy poprzez Maka.

Niestety nigdy nie widziałem więcej niż 4 głowy dlatego w momencie jak zobaczyłem wybiegających przeciwników zza wału (przez peryskop tylko dwóch) i wychyliłem się zza umocnienia – oczom moim ukazał się widok szarżujących na nasze pozycje wrogów (6-7) to trochę mina mi zrzedła. Otworzyłem krótki ogień (prawdopodobnie trafiłem dowódcę – RL) i natychmiast dostałem się pod skoncentrowany ostrzał wszystkich atakujących – co zmusiło mnie do ukrycia. Z ukrycia pod kątem 45stopni do osi ataku ostrzelałem jeszcze 1 sylwetkę (olive) która biegła na przedzie i wykonała padnij – tu strzelałem jeszcze jak leżał więc wydaje mi się że trafienie było.

Na sprincie przebiegłem tunelikiem na drugą stronę wału – na "bezpieczne" tyły i zostałem ostrzelany zza placyku (kierunek z południa, południowego zachodu) na szczęście niecelnie – nie wykluczam że ocaliły mnie rzadkie krzaczki po drodze. Odpowiedziałem ogniem kryjąc się za betonową osłoną wejścia (ale poza zasięgiem było) i skierowałem się na górę wału w celu rażenia przeciwnika na wprost Wtedy na szczycie pojawił się wróg (chyba Skoczek) i ściągnął seria Maka i następnie mnie.

Jako ranny widziałem następnie jak nasz dowódca leżąc jakieś 15m od schronu ostrzelał (Skoczka?) i następnie trafił wbiegającego drugiego przeciwnika (obiegł schron od północnej strony). Później Albin wycofywał się idąc tyłem i strzelając ogniem ciągłym w szczyt schronu – otrzymał trafienie podczas zmiany maga albo krótko po nim (KIA)

I to było by na tyle.

Krótko nasze indywidualne błędy:
1) Nie obsadziliśmy wałów z których był najbardziej prawdopodobny kierunek natarcia – choć jako 2 osobowa grupa nie wiem jak mieliśmy to zrobić. Jednak posiadanie tam czujki dało by dwie rzeczy – odstrzelenie ich czujki (zawsze jeden mniej) oraz szanse na informację że napastników będzie więcej niż 4.
2) Nie przygotowałem sobie granatów "pod ręką" – po ukryciu się zamiast zmieniać stanowisko powinienem obrzucić przedpole granatami (miałem 3szt)
3) Zastosowanie obrony twardej w tak małym pododdziale – w przypadku agresywnego szturmu zawsze kończy się śmiercią obrońców – kwestia tylko zadanych strat. Tu zawinił wywiad – zasugerowaliśmy się 4 osobami w Lisie.

Na plus możemy zaliczyć sobie wykrycie przeciwnika oraz jego przygotowań i zaraportowanie tego do dowództwa. Był czas na ściągnięcie posiłków. Nie wiem dlaczego się nie pojawiły. Prawdopodobnie nasza pozycja była w ocenie dowództwa drugorzędna i jak pokazała przyszłość pluton skupił siły na obronie pozostałych punktów umocnionych (co chyba mu się udało)

Przeciwników musze pochwalić za naprawdę fantastyczny "terror ogniowy" jaki spadł na moje stanowisko – czułem że pozostanie dłużej mojej głowy w tym miejscu to pewna śmierć  Zastanawiam się czy jednak KM nie powinien zostać na wale i osłaniać ogniem z miejsca a nie w biegu – nie wiem jak było ale wydaje mi się ze wszyscy ruszyli do szturmu jednocześnie dążąc najprawdopodobniej do skrócenia dystansu i obrzucenia granatami naszych pozycji (swoją droga to najlepszy sposób na wyeliminowanie obrońców za wałem/murkiem itp. 

Szkolenie teoretyczne  

Albin (III scenariusz)

Podczas trwania na posterunku utrzymywałem łączność radiową z dow. Plutonu (Czubaka) i dow. Drużyny Alfa (Shelton) – W pewnym momencie otrzymałem komunikat o takiej treści:

„Brawo1 do Brawo2 [niezrozumiałe]” – Nieznany mi głos więc nadaję req o powtórzenie i identyfikację nadającego – Jako, że moja sekcja Brawo1 (Bratek i Agapow) z pewnością nie mieli krótkofalówek to Czubaka zaczął mieć wątpliwości czy przypadkiem nie jesteśmy podsłuchiwani przez wroga – Reakcją na to było wyznaczenie kanału awaryjnego za pomocą łącznika ale jako, że posterunek dow. Plutonu znajdował się dość blisko bronionego przez nas punktu to Czubaka uznał, że mam udać się do niego osobiście co też uczyniłem

Po powrocie na miejsce dostałem info od Maka, że przeciwnik (w nieznanej liczbie) znajduje się za wałem odległym od naszego schronu o ok. 30m i najprawdopodobniej szykuje się do ataku – Poleciłem więc Makowi by ostrożnie wspiął się na szczyt schronu i obserwował tez wał – Mak nie zdążył dojść do szczytu gdy zaczął się atak…

Powiem tak – o mało nie posrałem się w majty gdy usłyszałem kanonadę kilku replik na raz i krzyk szturmujących – Jako, że byłem kompletnie zaskoczony, nie miałem zajętej pozycji (bo dopiero co wróciłem od Czubaki) to w przypływie desperacji krzyknąłem „Brawo odwrót!!!” i zacząłem uciekać – Przebiegłem z 10m, odwróciłem się padłem na ziemię w rzadkie krzaki, nadałem komunikat o zmasowanym ataku npla na Echo, rzuciłem granat który pechowo eksplodował w powietrzu zanim przeleciał na drugą stronę schronu o mało nie raniąc Endera wybiegającego z tunelu schronu.

W szczycie schronu pojawiła się głowa Skoczka – ostrzelałem go. W odpowiedzi struga kulek świsnęła mi nad głową trafiając w budynek znajdujący się 5-10m za mną – Skoczek zaczął krzyczeć „Jest w budynku” znaczy się źle odczytał moją pozycję – Postanowiłem leżeć cicho nie ruszając się – Co się działo w tym czasie nie jestem sobie w stanie dokładnie przypomnieć (adrenalina robi swoje ) Wiem tylko tyle, że wybuchały granaty i ze szczytu bunkra ktoś (pewnie Skoczek) ostrzelał pobliską lokalizację dow. Plutonu – Po krótkiej chwili podniosłem się lekko i zauważyłem sylwetkę (Szach) poruszającą się już po naszej stronie bunkra – zdjąłem go serią z odległości ok. 10-15m po czym podniosłem się i wycofując się tyłem strzelałem w wystającą zza bunkra głowę Skoczka – Wystrzelałem się z ammo po czym otrzymałem postrzał w głowę – udało mi się wycofać może z 10m – Karta CCS KIA –

W momencie gdy gasnące oczy zaczęła zasnuwać mgiełka – słyszałem jęki rannych towarzyszy i dźwięk granatu niszczącego zaopatrzenie w bunkrze po czym atakujący zniknęli jak duchy – Moim zdaniem atak był przeprowadzony zdecydowanie i z impetem

Trochę pechowo to wszystko wyszło ale całą odpowiedzialność za niepowodzenie w obronie biorę na siebie 

Czubaka (III scenariusz)

Rozkaz:
Uniemożliwić wrogowi wysadzenie trzech składów amunicji do godziny 1700

Zamiar:
-Utrzymać wyznaczone punkty strategiczne do 1700.
-Przygotować obronę miękką (manewrową) na trzech punktach strategicznych przy użyciu 3 sekcji ogniowych, jednej sekcji odwodowej i sekcji dowodzenia.
-W przypadku poniesienia znacznych strat, wycofać się do centralnie położonego punktu strategicznego i tam skoncentrować główną obronę.
-W wypadku przełamania ostatniej linii obrony i okrążenia wyrwać się w kierunku pld/zach do zerwania kontaktu.

Przebieg wydarzeń
Organizuję linię dowodzenia:
Drużyna Alpha: Shelton
Drużyna Bravo: Albin
Sekcja dowodzenia : Mario, łącznik i Czubaka – dow.plt.

Dowódcy drużyn dzielą swoje oddziały na sekcje ogniowe, co daje mi 4 sekcje po dwie osoby plus sekcja dowodzenia, w skład której wchodzi Mario i ja.
W razie niemożliwości prowadzenia dowodzenia jako kolejnego po mnie dowódcę wyznaczam Sheltona.

1530 otrzymuję Rozkaz Bojowy wraz z informacją, że wróg może już nas podchodzić.

Określam punkty strategiczne nazwami kodowymi: Delta (północny skład amunicji) Charlie (południowy skład amunicji) Echo (wschodni najdalej wysunięty skład amunicji)

Przydzielam zadania: Drużyna Alpha broni Charlie i Delta.
Drużyna Bravo broni Echo i pozostawia jedną sekcję w charakterze odwodu/ wysuniętego punktu obserwacyjnego na walach 20m na pld/zach od punktu strategicznego Delta.

Ustalam komunikację radiową z dowódcami drużyn i sekcją dowodzenia i przyjmuję informację, że dowódcy drużyn wydali rozkazy sekcjom i tymczasowo przydzielają się do sekcji: Shelton do Alpha1 na Charlie i Albin do Bravo dwa na Echo.

Rozkazuję dow. druż. Bravo wycofać się z Echo w razie poniesienia 50% strat. Analogiczny rozkaz wydaję dow. druż. Alpha względem Charlie. Tym samym ustanawiam Delta jako ostatnią linię obrony.

Rozkazuję łącznikowi udać się do Echo. Przekazuję mu komunikację i dowodzenie i sam udaję się w kierunku pld. jako wysunięty punkt obserwacyjno nasłuchowy (czyli zrobić kupę)

1545 sprawdzam sytuację na Delta po czym udaję się na Echo, przyjmuję meldunek od dow. druż o rozłożeniu obrony przez Bravo2. Ok. 60 metrów na zachód od Echo (w kierunku Delta) dołączam do mojego łącznika. Tutaj zakładam tymczasowy punkt dowodzenia i obserwuje kierunek pln/wsch utrzymując kontakt wzrokowy z Echo.
Przyjmuje meldunki od Alpha i Bravo.
1555 otrzymuje meldunek o kontakcie z czujką wroga. Rozkazuję wstrzymać ogień, unikać zdradzenia pozycji i prowadzić dalszą obserwację.
1600 wysyłam łącznika do Charlie w celu sprawdzenia statusu.
1605 w radiu Bravo1 wzywa Bravo2. Wzywam Bravo1 do podania hasla. Dow. Druż. Bravo potwierdza, że Bravo1 nie posiada radia, w związku z czym postanawiam zmienić częstotliwość nadawania, co przekazuję ustnie dow. druż Bravo. Dow. Druż. Alpha melduje radiowo o braku kontaktu z Bravo1 i niepowodzeniem próby ich odnalezienia.
1610 wraca łącznik z Charlie z informacją, ze u Alpha2 wszystko w porządku, brak kontaktu z wrogiem, wysyłam łącznika do Delta w celu przekazania nowej częstotliwości radiowej dow. druż Alpha.
1612 otrzymuję meldunek o kolejnym kontakcie z jednym wrogim piechurem na wch. od Echo. Wydaję rozkaz: W razie zmasowanego ataku wycofać się do Delta. Utrzymuję obserwację kierunku pln/wsch.
1615 wróg przypuszcza zmasowany atak na Echo. Widzę wrogiego strzelca wychodzącego zza składu amunicji od pln. Jest na granicy mojego zasięgu, nie otwieram ognia. Napastnik pada ranny. Po chwili widzę wycofującego się w moim kierunku
dow. druż Bravo, który pada ranny 15m przed moją pozycją. Wstaję, opuszczam osłonę i rzucam odłamkowym w kierunku rannego napastnika, który wstaje i odbiega. Slyszę ze strony wroga: "O! tam! Czubaka wylazł!" i daję nura z powrotem za osłonę przygnieciony ogniem KM.
Ostrzeliwany przez KM wycofuję się biegiem 20m do tylu ubezpieczany przez mojego łącznika, który właśnie wracał z meldunkiem z Delta.
Przygotowujemy się do dalszego ataku wroga jako wysunięty punkt obrony Delta, prowadzimy obserwację i nasłuch w kierunku Echo. Słyszymy dużą eksplozję i dym ze strony Echo.
Nie mogę nawiązać łączności z dow. druż Bravo. Informuję dow. druż Alpha o utracie Echo i prawdopodobnych stratach w Bravo.

1620 Słyszę jęki rannych, ze strony Echo. Wzywam do podania hasła i po pozytywnej identyfikacji pytam o to czy jest bezpiecznie. Słyszę: "Nie wiem!" po czym glos zaczyna się krztusić i kontakt się urywa.
Krzyczę do rannych: "Trzymajcie się wysyłam do was pomoc, za chwilę tam będą"
Wraz z łącznikiem wycofuję się do Delta.
Wysyłam łącznika do Bravo1 z zamiarem sprawdzenia statusu i sprowadzenia ich do Delta, i natychmiastowym udaniu się potem łącznika do sprawdzenia statusu na Charlie i powrót z meldunkiem.
Dolączam do Alpha 1 i dow. druż Alpha. Przekzuję mu moje podejrzenia o następnym ataku na Charlie i informuję o ew. planie ewakuacji w kierunku pld/zach.
Do bunkra Delta wchodzi dow. sek. Bravo1 – Bratek.
Rozkazuję mu wykonać rozpoznanie pld granicą terenu operacji w kierunku wsch, sprawdzenie Echo w celu ew. pomocy rannym i przejęcia radia jeśli dow. druż. Bravo nie żyje. Potem rozkazuję powrót do Delta z meldunkiem.

1630 słyszę odgłosy wymiany ognia ok 150 na pld/wsch od Delta.
Rozmawiam z jednym z żołnierzy Alpha1 i orientuję się, że morale jest bardzo niskie.

1640 udaję się do Charlie. Orientuję się, że mój łącznik przyłączył się do obrony Charlie. Rozkazuję dow. sek. przygotować się do ew. odskoku w kierunku Delta, przekazuję mu radio i słyszę wybuch granatu na pln/wsch od mojej pozycji. Po chwili słyszę kolejny wybuch granatu. Wracam do Delta i zajmuję pozycję obronną z kierunkiem obserwacji pln/wsch pozostając w kontakcie głosowym z dow. druż Alpha.
Przez dow. druż, Alpha ustalam z Alpha2 drogą radiową kierunek natarcia wroga jako pln/wsch i postanawiam wykonać manewr flankujący od strony zach wraz z jednym z ludzi Alpha1 (tym z niskim morale).

1645 Ćwiczenie zostaje zakończone.  

Oddział wkraczający do akcji (od lewej - Skoczek i Kizior)

Erto (III scenariusz)

20090124 – Ćwiczenia taktyczne FIA
Zadanie III
Alfa/Alfa2
Obiekt Charlie
dow. Praetor

Przebieg walki

Sekcja zajęła obiekt ok godz. 15:20. Poprosiłem dowódcę o zezwolenie wysunięcia się na przedpole obiektu Charlie na kierunku BW1. Dowódca udzielił zezwolenia. Jako pozycję obronną wybrałem rów na łuku drogi. Wykorzystując go jako osłonę podjąłem działania przygotowawcze:
– zrzuciłem oporządzenie (zapewniając sobie szybkość)
– wzdłuż rowu przygotowałem sobie 3 stanowiska strzeleckie (przy każdym 2 magazynki i 2 granaty)
– przygotowałem jedno stanowisko obserwacyjne
– wykonywałem co 15 min cichy recon (15-20 m) na przedpole własnego stanowiska – wykorzystując ukrycie pod drzewami i miękką brunatną ściółkę (pozwoliła naprawdę cicho się poruszać, świetnie zlewała się z flektarnem)

Dokładnie o godz. 16:00 usłyszałem odgłosy walki. Po ich ucichnięciu i odczekaniu 10 min nie mając kontaktu z sekcją zszedłem z posterunku, żeby upewnić się jaka jest sytuacja. Po zameldowaniu się powróciłem na stanowisko. Mając wiedzę, że jestem jedynym wysuniętym na przedpole żołnierzem czekałem na pojawienie się nepla. Ok. godz. 16.15 usłyszałem podejrzane odgłosy dobiegające z SPL4 a później przenoszące się na lewą stronę mojego stanowiska. Wyczekawszy – chcąc zaalarmować posterunek – rzuciłem granat – musiał wpaść pod betonowy łuk bo eksplozja była bardzo stłumiona i nie słychać było odłamków.

Przeciwnik pojawił się ok 16:30. Zauważyłem poruszające się ostrożnie i cicho sylwetki co chwila zasłaniane drzewami na przedpolu. Nadchodzili od BW1. Czekałem pod ochroną improwizowanego okopu aż podejdą na skuteczną odległość. Szli w szeregu zorientowani na WPP skosem do mojego stanowiska. Przepuściłem czoło oddziału otwierając ogień ciągły na środek rozproszonej kolumny, następnie leżąc wzdłuż okopu rzuciłem szybko dwa granaty z pozycji leżąc – tym samym zasłaniając się przed kontra ogniową. Wymiana magazynka i dalszy ostrzał długimi seriami. Walkę prowadziłem poruszając się nisko w prawo wzdłóż okopu – od stanowiska do stanowiska. Po 4 magazynkach i 3-ech granatach oderwałem się na pozycję główną. Złożyłem meldunek. D-ca. nakazał wycofanie sekcji na obiekt Delta. Musiałem wrócić po sprzęt. Ubezpieczany przez Mario przeskoczyłem drogę – wybierając obejście poprzedniej pozycji. W paru susach skoczyłem pod siatkę na N od swojego poprzedniego stanowiska. Chciałem się upewnić, czy rów nie jest zajęty – choć przeciwnik po pierwszej wymianie ognia wyraźnie stracił wolę walki – jakiś ranny mógł jednak zalegać na przedpolu. Skracając do stanowiska i podejmując rzeczy dostałem komunikat o wycofaniu się napastników.

Słabe strony:
a) brak łączności z resztą oddziału –> dow. lub żołnierz sprawdzający stanowiska
b) brak aktualizacji planu obrony – pozycji własnych – przypuszczalnie granat o 16:15 rzuciłem w kierunku własnego ubezpieczenia zajmującego pozycję na środkowym lub lewym przedpolu Delta –> dow. lub żołnierz sprawdzający stanowiska
c) leżąc w rowie żałowałem, że nie mam czapki uszatki rozmiar 61 (60-ka jest trochę za ciasna) –> przygotowanie własne

Piszę byście zobaczyli jakie są różnice w relacjach. Takie rozbieżności dowodzą luk w przetwarzaniu informacji przez dow. wyższego szczebla.

Badi (III scenariusz)

Podczas ćwiczenia dowodziłem patrolem dywersyjnym, w składzie 6 osób (Badi CZL, Carlos CZL, Krzysiek CZL, Kuba GRAD, Skoczek FIA oraz Szachu FIA). Naszym zadaniem było zniszczenie co najmniej jednego z trzech punktów, w których znajdowały się materiały wojenne. Sposoby realizacji – dowolne. Czas działania – do 17:00.

O godzinie 15:00 dostałem do wglądu mapę (którą potem oddałem) z zaznaczonymi punktami i obszarem aktywności wrogich jednostek. Wyznaczyłem ciąg dowodzenia, sapera, RTO, reakcję na kontakt oraz plan działania, który zakładał:

1. Przejście pod punkt RESP, którym był budynek, przy drodze pół-poł. W tym punkcie mogliśmy otrzymać posiłki w postaci nowych zwiadowców oraz amunicji.
2. Przejście na wschodnią granicę działań, wskazanie punktu zbornego, którym był ostatni, wschodni wał.
3. Przejście na północ, w rejon aktywności wroga, skrycie. Na przodzie Skoczek i Szachu, w mundurach flecktart, a w odległości reszta oddziału (Badi, Carlos, Kuba, Krzysiek).
4. Zajęcie małego wschodniego wału, dokładnie na przeciwko celu.
5. Rozwinięcie tyraliery oraz szturm na obiekt.
6. Zabezpieczenie obiektu następnie jego wysadzenie przez sapera
według ustalonej procedury (wejście do środka, odczekanie 60 sekund,
odpalenie świecy dymnej, odpalenie granatu).
7. Błyskawiczne wycofanie za wał wschodni, następnie błyskawiczne
wycofanie na punkt zborny. Nadanie meldunku.

Kluczowym elementem było ciche podejście pod przeciwnika w celu uniemożliwienia dokładnej identyfikacji naszych sił (bo że pozostaniemy całkowicie niewykryci – nie łudziłem się), a następnie wykorzystanie elementu zaskoczenia i dynamiczny, szybki szturm na umocnione pozycje wroga (tak zwany "na pełnej kur***"). Wszystko szło z godnie z planem od p. 1 – 4. Rozłożyliśmy się wzdłuż wału na przeciwko celu i podzieliłem nas na dwie sekcję – LEWĄ z saperem, która miała zabezpieczyć lewą stronę celu i wysadzić obiekt i którą dowodził Carlos, oraz PRAWĄ, która dowodziłem ja, i razem ze Skoczkiem i Szachem mieliśmy zabezpieczyć stronę prawą i wejść na górę wału. Zauważyliśmy jedną czujkę wroga w samym bunkrze, patrzącą mniej więcej w naszym kierunku. Na mój znak, około godziny 16:00, zaczął się szturm. Ja wybiegłem pierwszy i po kilku metrach usłyszałem wrogi okrzyk "ATAAAAAAAAK!!!" i następnie dostałem RL w głowę. Leżąc obserwowałem, jak Krzysiek zabezpiecza lewą stronę i wybiega za wał, do hangaru. Skoczek wchodzi na górę i eliminuje wroga, a Szach zabezpiecza prawą stronę, wchodzi do lasku i dostaje RL. Kiedy już otrząsnąłem się z szoku postrzału, wstałem i zacząłem sprawdzać nasz stan osobowy. Krzysiek utkwił w budynku, hangarze, po lewej stronie od wału. Skoczek trzymał się bardzo dobrze na górze, skąd prowadził ostrzał. Zawołałem do siebie Szacha i poleciłem mu opatrzyć się później, w bezpiecznej pozycji. Calos nie odpowiadał i leżał w bezruchu – obawiałem się najgorszego. Kuba, nasz saper, odezwał się nagle gdzieś z kierunku z którego przybiegliśmy. Został tam! Nie pamiętam już dlaczego (awaria itp.), ale przywołałem go ASAP. Następnie wrzuciłem do bunkra granat, Kuba poczekał aż wybuchnie i wbiegł do środka, zachęcany moimi miłymi słowami ("Dawaj, ku***, szybko, wpierd****j się! Szybko dawaj dawaj!"). Po minucie nerwowego wyczekiwania (spodziewałem się kontrataku), nastąpiła eksplozja i zarządziłem odwrót. Ja, Skoczek, Kuba i Szach wycofaliśmy się pierwsi. Krzysiek pozostawiony w tyle – trochę później (byłem tego świadomy). Carlos został na ziemi. W takich działaniach, dewiza dzielnych marines "Leave no man behind" to bajki. Wycofaliśmy się do punktu zbornego, gdzie opatrzyłem sobie ranę i RTO nadał komunikat, że wschodni punkt został zniszczony. Na pytanie Centrali czy kontynuujemy, odpowiedziałem że tak. Zebraliśmy się w punkcie SPAWN i uzupełniliśmy stratę Carlosa oraz amunicję. Postanowiłem, że ponieważ zostało 30 minut i zaczyna się ściemniać, zrobimy rozpoznanie bojem pólnocnego punktu. Dotarliśmy dość blisko, jednak w zaroślach wpadliśmy w zasadzkę. Czujka przednia (Szach) dostał i wycofaliśmy się z powodu:

– zbliżających się ciemności
– kończącego się czasu

W tyle słyszałem jeszcze odgłosy wybuchów granatów. Zebraliśmy się w bezpiecznym miejscu i zameldowaliśmy Centrali o wycofaniu z rejonu działań o 16:45.

Moje wnioski i uwagi:

1. Na pewno błędem przeciwnika było nie obsadzenie wału na przeciwko celu. Nawet umieszczenie tam jednego człowieka zrobiło by wielką różnicę.
2. Dyskusyjna była sprawa szturmu bez ubezpieczenia RKM. Postanowiłem tak zrobić ponieważ odległość była niewielka i było nas tylko 6, więc pozostawienie jednego człowieka robiło różnicę.
3. Udało się wykorzystać element zaskoczenia – przeciwnik nie stawiał dużego oporu.
4. Posiłki wroga nie przybyły, nie nastąpił kontratak.
5. Udało się pomyślnie wycofać, bez pościgu, i przegrupować

Larsen (AAR Blackhawk)

Zespół Kaper ruszył wczesnym rankiem z okolic Katowic. Po przebyciu ok. 1/3 drogi do punktu Jasna Góra musiał awaryjnie lądować na skutek awarii sprzęgła wirnika. Wszelkie próby polowej naprawy zawiodły. Próby zdobycia alternatywnego środka transportu spełzły na niczym (reszta jednostki Kapera w tym dniu normalnie pełniła obowiązki służbowe więc Landki były zajęte). Kaper wezwał jednostkę techniczną w celu ewakuacji do punktu startowego po czym został ewakuowany. Zespół Larsen w międzyczasie zabezpieczał teren punktu pośredniego Tranzyt-Ziemia-Obiecana.
Ze względu na plany wykorzystania środków transportu Zespołu Kaper środki transportu Zespołu Larsen zostały dzień przed operacją skierowane do bazy technicznej celem wykonania napraw.

Po otrzymaniu informacji o problemach środków transportu Zespołu Kaper Zespół Larsen wzmógł czujność oczekując, że sabotaż środków transportu może być tylko początkiem problemów jednostki. Po uzyskaniu informacji o wycofaniu się Zespołu Kaper Zespół Larsen skoncentrował wysiłki na pozyskaniu alternatywnego środka transportu. Ze względu na porę i dzień operacji nie udało się pozyskać alternatywnego ŚT.

Decyzją dowódcy Zespołu Larsen do Dowództwa Operacji przekazany został meldunek do Dowództwa Operacji o utracie środków transportu i braku możliwości dotarcia do rejonu działań. Następnie Zespół się ewakuował.

Wysoki poziom frustracji i spadek morale wywołany brakiem możliwości udziału w operacji spowodował, że Zespół Larsen uległ rozproszeniu i dopiero dzisiaj w godzinach wieczornych wrócił do koszar celem zdania raportu z przebiegu operacji.

Erto (wszystkie scenariusze)
War is hell